Witajcie!
Aj na wstępie muszę się Wam pochwalić iż od jutra zaczynam uczęszczać na kurs języka angielskiego ze środków Unijnych przeznaczony dla osób niepełnosprawnych. Cały kurs ma trwać 240 godzin czyli obliczyłam że do końca roku powinien się zakończyć. Jestem ciekawa jak to będzie a Wam na pewno zrelacjonuję co i jak. Mam jeszcze w planach od października zapisać się na studia podyplomowe kadry i płace. No to tak po krótce chcę ciut podnieść swoje kwalifikacje. Ale miał być haul książkowy tak więc oto on:
W Carrefour zakupiłam dwie książki:
1. Sonya Chung - Marzenie o innym świecie - kosztowała 6,99 zł
2. Philippe Pozzo di Borgo - Drugi oddech - kosztowała 9,99 zł - a swoją drogą polecam film 'Nietykalni' bo jak nie przepadam za francuskim kinem film jest rewelacyjny na faktach oraz na podstawie tej książki - także między innymi dlatego wylądowała u mnie w koszyku.
Gdyby nie to ze miałam ciut mało czasu to na tych dwóch książkach by się nie skończyło.
Media Markt:
3. Kishwar Desei - Źródła miłości - 9,99 zł
4. John Stephens - Szmaragdowy atlas - 9,99 zł
5. Anna Ciezadlo - Dzień miodu - 9,99 zł
I nie byłabym sobą gdybym nie skorzystała z okazji i promocji w księgarni ZNAK:
Jak zwykle przesyłka bardzo dobrze zapakowana i kurier nawet jej nie uszkodził :)
A tak prezentuje się cały zbiór:
Czyli jest to 20 książek czyli 5 zestawów po 4 książki - a każdy zestaw kosztował 20,90 zł:
Nie będę Wam pisała każdego tytułu z osobna dla zainteresowanych zdjęcie które możecie powiększyć :)
I jak Wam sie podobają moje łupy ?
Niebawem post z denkiem czerwca.
A haul kosmetyczny również będzie ale czekam na ostatnie zamówienie które poczyniłam w czerwcu a w lipcu omijam wszelkie drogerie szerokim łukiem, zresztą uczęszczanie na kurs 3 razy w tygodniu w godzinach 16-19 raczej mi tego nie ułatwi :)
A co tam u Was?
Pozdrawiam!
Aga!!!
Ponieważ istotne jest dla mnie co sądzicie o moim blogu, cieszę się kiedy na niego zaglądacie a całkowitym moim spełnieniem będzie dodawanie przez was komentarzy, opinii dotyczących moich postów.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
niedziela, 29 czerwca 2014
Bitwa kremów Decubal VS Avon kto wygra?
Witajcie!
Jak Wam mija weekend - szkoda tylko że jest taki krótki :/ A ja odchamiałam się od piątku i postanowiłam przeczytać książkę może niezbyt długą aczkolwiek dość ciężką no i wczoraj mi się udało :) A po ciężkiej lekturze musi nastać lżejsza także mam nadzieję ją dziś skończyć bo zapowiada się przyjemnie i lekko.
Wracając do tematu chciałabym przedstawić Wam dwa kremy do rąk jeden dostępny tylko w aptekach a drugi ze średniej marki produkującej kosmetyki. Który z nich wygrał przeczytacie poniżej.
DECUBAL - nawilżający, zmiękczający i ochronny krem do rąk.
Opakowanie: Czerwona miękka tubka zamykana na 'zatrzask'. Nie zacina się i nie problemu z wydobyciem produktu i jest to praktycznie możliwe do ostatniej kropelki. Ja [po jego przecięciu użyłam go zaledwie 2 razy. Bardzo podoba mi się design opakowania. Pojemność 100 ml.
Konsystencja: Tutaj zaczynają się pierwsze schody bo kompletnie mi nie odpowiada jest to jakby zważony krem. Niby bezzapachowy jednak mnie ten 'nie zapach' tak drażni że w końcu zakończył żywot jako krem do stóp.
Co nieco od producenta oraz skład:
Moja opinia: Ogólnie jestem średnio zadowolona z tego kremu. Ani zapach ani konsystencja mi nie odpowiada. Nawilżenie jak dla mnie średnie i dopiero ISANA z mocznikiem pod tym względem była mi w stanie pomóc. Jak za średni krem to szkoda kasy jeśli jeszcze kupicie go w przenie to OK. Osobiście nie wiem nad czym jest szum jeśli chodzi o tą firmę - dla mnie jest przeciętna. Po zastosowaniu go np p myciu naczyń moje ręce nie odczuły ulgi nawet po dwukrotnym smarowaniu. Akurat ten krem nie jest dla mnie.
Cena: 7,50zł - 16 zł
Dostępność: apteki
Moja ocena: 1,5/5
AVON krem do rąk 'zimowa miękkość':
Opakowanie: Biała tubka zamykana na 'zatrzask' - który nie zacina się i nie odpada ani nie zagraża naszym paznokciom. Opakowanie nie jest może piękne ale jak dla mnie wystarczające. Pojemność 75 ml.
Konsystencja: Jest dość gęsta i treściwa aczkolwiek bardzo dobrze się wchłania i posiada dość słodki zapach który spory czas utrzymuje się na skórze dłoni.
Co nieco od producenta:
Skład:
Aqua, Izopropyl Palmitate, Stearyn Alkohol, Cetyl Alkohol, Glyceryl Stearate, Urea, Dimethicone, Canola Oil, Triethnolamine, polysorbate 80, Benzyl Alkohol, Carbomer Lactic Acid, Methylparaben, Perfum, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Orbignya Oleifera Oil, Tocopheryl Acetate, Trimethylolpropane Triethylhexanoate, Glycerin, Simmonidsia Chinensis Oil, Ceteareth-20, Cetearyl Alkohol, Ceteth-24, PEG-100 Stearate, Saccharomyces Lysate Extract, Steareth-2, Amarnthus Caudatus Extract, Benzyl Alkohol, Benzyl Salicylate, Coumarin, Linalool, Benzyl Benzoate.
Moja opinia: Ta pokazana powyżej ilość wystarcza mi na nawilżenie dłoni w pracy na bardzo długi czas. Sam zapach jest dla mnie ciut uciążliwy ale dla działania mogę to znieść. Świetnie nawilża, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Akurat on leży w biurku w pracy i jest dla mnie bardzo przydatny. Póki co nie znalazłam w AVON zamiennika dla tego kremu ponieważ on został wycofany z produkcji jakiś czas temu. Dla mnie rewelacja i ubolewam nad tym że wszystkie kosmetyki które są gdzieś tam dobre zostają wycofane. Ja zrobiłam zapas tego kremu jednak na wieczność nie mógł mi wystarczyć i aktualnie jest to jego ostatnia tubka :/
Cena: kosztował ok 7 zł
Dostępność: brak
Ocena: 4,5/5
Także ewidentnie tym razem wygrywa AVON choć nie powiem wiele oczekiwałam p kremie Decubal :/
A Wy macie ulubione kremy?
A może znacie któryś z pokazanych prze zemnie ?
Udanej niedzieli!
Aga!!
Jak Wam mija weekend - szkoda tylko że jest taki krótki :/ A ja odchamiałam się od piątku i postanowiłam przeczytać książkę może niezbyt długą aczkolwiek dość ciężką no i wczoraj mi się udało :) A po ciężkiej lekturze musi nastać lżejsza także mam nadzieję ją dziś skończyć bo zapowiada się przyjemnie i lekko.
Wracając do tematu chciałabym przedstawić Wam dwa kremy do rąk jeden dostępny tylko w aptekach a drugi ze średniej marki produkującej kosmetyki. Który z nich wygrał przeczytacie poniżej.
DECUBAL - nawilżający, zmiękczający i ochronny krem do rąk.
Opakowanie: Czerwona miękka tubka zamykana na 'zatrzask'. Nie zacina się i nie problemu z wydobyciem produktu i jest to praktycznie możliwe do ostatniej kropelki. Ja [po jego przecięciu użyłam go zaledwie 2 razy. Bardzo podoba mi się design opakowania. Pojemność 100 ml.
Konsystencja: Tutaj zaczynają się pierwsze schody bo kompletnie mi nie odpowiada jest to jakby zważony krem. Niby bezzapachowy jednak mnie ten 'nie zapach' tak drażni że w końcu zakończył żywot jako krem do stóp.
Co nieco od producenta oraz skład:
Moja opinia: Ogólnie jestem średnio zadowolona z tego kremu. Ani zapach ani konsystencja mi nie odpowiada. Nawilżenie jak dla mnie średnie i dopiero ISANA z mocznikiem pod tym względem była mi w stanie pomóc. Jak za średni krem to szkoda kasy jeśli jeszcze kupicie go w przenie to OK. Osobiście nie wiem nad czym jest szum jeśli chodzi o tą firmę - dla mnie jest przeciętna. Po zastosowaniu go np p myciu naczyń moje ręce nie odczuły ulgi nawet po dwukrotnym smarowaniu. Akurat ten krem nie jest dla mnie.
Cena: 7,50zł - 16 zł
Dostępność: apteki
Moja ocena: 1,5/5
AVON krem do rąk 'zimowa miękkość':
Opakowanie: Biała tubka zamykana na 'zatrzask' - który nie zacina się i nie odpada ani nie zagraża naszym paznokciom. Opakowanie nie jest może piękne ale jak dla mnie wystarczające. Pojemność 75 ml.
Konsystencja: Jest dość gęsta i treściwa aczkolwiek bardzo dobrze się wchłania i posiada dość słodki zapach który spory czas utrzymuje się na skórze dłoni.
Co nieco od producenta:
Skład:
Aqua, Izopropyl Palmitate, Stearyn Alkohol, Cetyl Alkohol, Glyceryl Stearate, Urea, Dimethicone, Canola Oil, Triethnolamine, polysorbate 80, Benzyl Alkohol, Carbomer Lactic Acid, Methylparaben, Perfum, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Orbignya Oleifera Oil, Tocopheryl Acetate, Trimethylolpropane Triethylhexanoate, Glycerin, Simmonidsia Chinensis Oil, Ceteareth-20, Cetearyl Alkohol, Ceteth-24, PEG-100 Stearate, Saccharomyces Lysate Extract, Steareth-2, Amarnthus Caudatus Extract, Benzyl Alkohol, Benzyl Salicylate, Coumarin, Linalool, Benzyl Benzoate.
Moja opinia: Ta pokazana powyżej ilość wystarcza mi na nawilżenie dłoni w pracy na bardzo długi czas. Sam zapach jest dla mnie ciut uciążliwy ale dla działania mogę to znieść. Świetnie nawilża, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Akurat on leży w biurku w pracy i jest dla mnie bardzo przydatny. Póki co nie znalazłam w AVON zamiennika dla tego kremu ponieważ on został wycofany z produkcji jakiś czas temu. Dla mnie rewelacja i ubolewam nad tym że wszystkie kosmetyki które są gdzieś tam dobre zostają wycofane. Ja zrobiłam zapas tego kremu jednak na wieczność nie mógł mi wystarczyć i aktualnie jest to jego ostatnia tubka :/
Cena: kosztował ok 7 zł
Dostępność: brak
Ocena: 4,5/5
Także ewidentnie tym razem wygrywa AVON choć nie powiem wiele oczekiwałam p kremie Decubal :/
A Wy macie ulubione kremy?
A może znacie któryś z pokazanych prze zemnie ?
Udanej niedzieli!
Aga!!
czwartek, 26 czerwca 2014
Ziaja i jej kokosowe mleczko zniewalające zmysły :)
Witajcie!
Coś ostatnio mi się pochrzaniło i posta nie mogłam dodać i ogólnie jakoś tak lipnie jest. Czy Wy także tak macie że nie chce Wam się nic a do tego wszystko sie sprzeniewierza przeciwko Wam i kompletnie nie radzicie sobie ? Bo ja tak mam i do tego okropne problemy w pracy - w sumie to nie wiem jak to dalej będzie bo psychicznie na dzień dzisiejszy jestem totalnym wrakiem :/
Ale dość gadania lecimy do konkretów a mianowicie tego co ostatnie bardzo poprawiało mi humor pod prysznicem i nie tylko. A mowa o :
Ziaja kokosowe mleczko pod prysznic.
Od razu przepraszam za jakość zdjęć ale nigdzie nie mogłam złapać światła i kiepskie wyszły :/
Opakowanie: Plastikowa butelka o pojemności 400 ml. Fabryczne zamykanie ma na zatrzask ja jednak wstawiłam do niego pompkę która została mi się z płynu do higieny intymnej z tej firmy. Także dozowanie bezproblemowe i jak najbardziej przyjemne.
Konsystencja: Właśnie takiego mleczka ni gęsta ni rzadka. Koloru mleczno białego o przepięknym zapachu który przypomina mi takie kuleczki z kremem obsypane kokosem - no boski. Słodki jednak nie nachalny jak dla mnie rewelacja.
Co nieco od producenta:
Skład:
Moja opinia: Żel bardzo dobrze się pieni (choć ja sobie go nie żałuję) i jak pisałam wyżej cudownie pachnie. Nie jest to typowy kokos ale właśnie taki mleczny słodki no świetny :) Wydajność również bardzo dobra ponieważ używam go od początku miesiąca a jeszcze dna nie widać a mój P. oczywiście namiętnie mi go podkrada (czuć jak wyjdzie z łazienki) :) Ja wiem że nie każdemu podejdzie taki zapach jednak dla mnie jest świetny. Nie wysusza skóry - ale ja zawsze po kąpieli używam balsamu bądź masła do ciała. Polubiłam go na tyle że jeśli trafi mi się gdzieś możliwość jego kupna to to zrobię :)
Moja ocena: 4,5/5
Cena: Niestety jej nie znam ale przypuszczam ze jest w granicach 7-8 zł
Dostępność: zerkając jest dostępne na stronie producenta
Miałyscie je?
A może kakaowe jest również tak dobre?
Dajcie znać :)
Pozdrawiam cieplutko!
Aga!!!
Coś ostatnio mi się pochrzaniło i posta nie mogłam dodać i ogólnie jakoś tak lipnie jest. Czy Wy także tak macie że nie chce Wam się nic a do tego wszystko sie sprzeniewierza przeciwko Wam i kompletnie nie radzicie sobie ? Bo ja tak mam i do tego okropne problemy w pracy - w sumie to nie wiem jak to dalej będzie bo psychicznie na dzień dzisiejszy jestem totalnym wrakiem :/
Ale dość gadania lecimy do konkretów a mianowicie tego co ostatnie bardzo poprawiało mi humor pod prysznicem i nie tylko. A mowa o :
Ziaja kokosowe mleczko pod prysznic.
Od razu przepraszam za jakość zdjęć ale nigdzie nie mogłam złapać światła i kiepskie wyszły :/
Opakowanie: Plastikowa butelka o pojemności 400 ml. Fabryczne zamykanie ma na zatrzask ja jednak wstawiłam do niego pompkę która została mi się z płynu do higieny intymnej z tej firmy. Także dozowanie bezproblemowe i jak najbardziej przyjemne.
Konsystencja: Właśnie takiego mleczka ni gęsta ni rzadka. Koloru mleczno białego o przepięknym zapachu który przypomina mi takie kuleczki z kremem obsypane kokosem - no boski. Słodki jednak nie nachalny jak dla mnie rewelacja.
Co nieco od producenta:
Skład:
Moja opinia: Żel bardzo dobrze się pieni (choć ja sobie go nie żałuję) i jak pisałam wyżej cudownie pachnie. Nie jest to typowy kokos ale właśnie taki mleczny słodki no świetny :) Wydajność również bardzo dobra ponieważ używam go od początku miesiąca a jeszcze dna nie widać a mój P. oczywiście namiętnie mi go podkrada (czuć jak wyjdzie z łazienki) :) Ja wiem że nie każdemu podejdzie taki zapach jednak dla mnie jest świetny. Nie wysusza skóry - ale ja zawsze po kąpieli używam balsamu bądź masła do ciała. Polubiłam go na tyle że jeśli trafi mi się gdzieś możliwość jego kupna to to zrobię :)
Moja ocena: 4,5/5
Cena: Niestety jej nie znam ale przypuszczam ze jest w granicach 7-8 zł
Dostępność: zerkając jest dostępne na stronie producenta
Miałyscie je?
A może kakaowe jest również tak dobre?
Dajcie znać :)
Pozdrawiam cieplutko!
Aga!!!
wtorek, 24 czerwca 2014
Weekendowo :)
Witacie!
No właśnie dziś ciut weekendowo będzie taki mały misz masz + opis antyperspirantów które aktualnie używam!
A na początek zupa z kota :)
Wchodzę do kuchni a tam kot w garnku :) Wtf??? No i tyle sobie zrobił z tego że go nakryłam że olał mnie i zaczął się myć. Niezły aparat z tego mojego Bamba ale chociaż nudno nie jest. Więc zdjęcie z pięknym jęzorkiem się udało zrobić :P
Mój storczyk:
Jest to storczyk który przezimował i jakoś nie pamiętam żeby miał taki kolor w tamtym roku - ale podoba mi się bardzo i w sumie dziś już jest bardziej rozkwitnięty :)
Hmmm a ostatnio popołudnia spędzam o tak:
Czyli wcinam truskawki i arbuza a przy tym umilam sobie czas książką. Ta akurat jest już przeczytana ale zdradzę że na początku nie zapowiadała się ciekawie a w późniejszym etapie już się rozkręciła :) Na pewno co nieco opiszę w lipcu co udało mi sie w czerwcu przeczytać i wbrew pozorom nie będzie tego tak mało :)
A teraz antyperspiranty ostatniego czasu:
1. AVON jak zwykle mgiełka w te upały dla mnie niezastąpiona bo służy do ochłody, odświeżenia no i wiadomo nie ma za zadnie chronić przed potem. No dlaczego AVON zmniejszył jakiś rok temu pojemności zastanawia mnie. Ta jest o zapachu kwiat wiśni - słodki dla mnie idealny bo nie jest ciężki. Wiem że większość przyczepi się do tego iż pierwsza nuta to alkohol mi to akurat nie przeszkadza choć radzę nie 'psikać' na podrażnioną skórę bo będzie piekło :)
2. AVON True force - kulka o męskim zapachu ale nie utrzymująca się na ciele - zauważyłam że zostawia białe ślady także używana tylko do jasnych ciuchów, chroni w miarę choć rewelacji nie ma- więcej nie kupię.
3. Rexona - to już kompletna klapa ani nie chroni, ani ładnie nie pachnie, rzadka i też mam wrażenie że pozostawia ślad jeśli posmarujemy się i od razu ubierzemy :/ Zdecydowanie więcej się nie skuszę.
Także tylko mgiełkę lubię a resztę używam po to żeby zdenkować i wywalić :/
Ale przyznaję że ostatnio zakupiłam bloker z Ziaji, który właśnie poszedł w ruch zobaczymy czy sie polubimy :)
A jak Wam minął weekend ?
Jutro do pracy rodacy :/
Buziaki!
Aga!!!
No właśnie dziś ciut weekendowo będzie taki mały misz masz + opis antyperspirantów które aktualnie używam!
A na początek zupa z kota :)
Wchodzę do kuchni a tam kot w garnku :) Wtf??? No i tyle sobie zrobił z tego że go nakryłam że olał mnie i zaczął się myć. Niezły aparat z tego mojego Bamba ale chociaż nudno nie jest. Więc zdjęcie z pięknym jęzorkiem się udało zrobić :P
Mój storczyk:
Jest to storczyk który przezimował i jakoś nie pamiętam żeby miał taki kolor w tamtym roku - ale podoba mi się bardzo i w sumie dziś już jest bardziej rozkwitnięty :)
Hmmm a ostatnio popołudnia spędzam o tak:
Czyli wcinam truskawki i arbuza a przy tym umilam sobie czas książką. Ta akurat jest już przeczytana ale zdradzę że na początku nie zapowiadała się ciekawie a w późniejszym etapie już się rozkręciła :) Na pewno co nieco opiszę w lipcu co udało mi sie w czerwcu przeczytać i wbrew pozorom nie będzie tego tak mało :)
A teraz antyperspiranty ostatniego czasu:
1. AVON jak zwykle mgiełka w te upały dla mnie niezastąpiona bo służy do ochłody, odświeżenia no i wiadomo nie ma za zadnie chronić przed potem. No dlaczego AVON zmniejszył jakiś rok temu pojemności zastanawia mnie. Ta jest o zapachu kwiat wiśni - słodki dla mnie idealny bo nie jest ciężki. Wiem że większość przyczepi się do tego iż pierwsza nuta to alkohol mi to akurat nie przeszkadza choć radzę nie 'psikać' na podrażnioną skórę bo będzie piekło :)
2. AVON True force - kulka o męskim zapachu ale nie utrzymująca się na ciele - zauważyłam że zostawia białe ślady także używana tylko do jasnych ciuchów, chroni w miarę choć rewelacji nie ma- więcej nie kupię.
3. Rexona - to już kompletna klapa ani nie chroni, ani ładnie nie pachnie, rzadka i też mam wrażenie że pozostawia ślad jeśli posmarujemy się i od razu ubierzemy :/ Zdecydowanie więcej się nie skuszę.
Także tylko mgiełkę lubię a resztę używam po to żeby zdenkować i wywalić :/
Ale przyznaję że ostatnio zakupiłam bloker z Ziaji, który właśnie poszedł w ruch zobaczymy czy sie polubimy :)
A jak Wam minął weekend ?
Jutro do pracy rodacy :/
Buziaki!
Aga!!!
piątek, 20 czerwca 2014
Green Pharmacy - szampon do włosów z nagietkiem lekarskim.
Witajcie!
Piątek tygodnia koniec i początek - upragniony dzień. Niebawem wczasy więc trochę odpocznie się :)
A dziś o szamponie do włosów przetłuszczających się i wypadających.
Green Pharmacy - szampon do włosów z nagietkiem lekarskim:
Opakowanie: Typowa buteleczka dla szamponów tej firmy ciemnobrązowy w miarę przeźroczysty plastik. Zamkniecie na 'zatrzask' choć czasami chodzi ono topornie to większych problemów nie ma i paznokcie póki co nie ucierpiały. Przez otwór wydobywa się idealna ilość szamponu. Zauważyłam że szata graficzna jest dość minimalistyczna w tych produktach mi jednak się podoba. Pojemność 300 ml.
Konsystencja: Mam nadzieję że zobaczycie ale szampon jest typowo przeźroczysty i ma typowo żelową formułę. Ilość pokazana na zdjęciu wystarcza na jedno mycie włosów - ja taki zabieg muszę powtarzać dwukrotnie chyba że myję włosy codziennie. Zapach no ogólnie szampony pachną bardzo ziołowo mi to jakoś nie przeszkadza ale niektórym może się nie spodobać.
Co nieco od producenta oraz skład.
Moja opinia: Ogólnie z tej firmy bardzo lubię szamponu i mam nawet otwarty jeszcze z rumiankiem ale akurat u teściowej pozostał. Typowo ziołowe zapachy dla mnie OK. Oczyszczanie bardzo dobre. Ale zauważyłam że jak mam brudniejsze włosy to przy pierwszym myciu szampon w ogóle się nie pieni a robi to dopiero przy drugim podejściu. Nie trzeba go dużo nakładać aby oczyścić włosy choć pewnie większości z Was będzie przeszkadzało to iż je plącze bardzo. Najczęściej przy tym szamponie używam odżywki bez spłukiwania z AVON pokrzywa i łopian oraz olejku do zabezpieczania końcówek i wcierania pozostałości w resztę włosa. Dla mnie plus bo włosy nie są obciążone, nie puszą się mocno a myć wystarczy mi je co dwa dni a na upartego nawet co trzy. Lubię tego typu szampony i chyba już nie wrócę do typowo drogeryjnych o konsystencji i barwie 'perłowej'. Aktualnie czekam na szampony z Barwy bodajże chmielowy i ze skrzypem - nie miałam ich ale są w miarę chwalone a u mnie w Auchan zostały wycofane. Zdecydowanie przy szamponach ziołowych + mojej kuracji dermatologicznej wypadanie włosów zmniejszyło się do minimum. Choć aktualnie jak skończę ostatni Loxon 5% zaczynam kurację suplementową bo Pani Dermatolog zaleciła odpoczynek dla skóry głowy - choć niestety raczej pisane mi będzie stosowanie ciągłe takich dermatologicznych preparatów.
Moja ocena: 4/5
Cena: ok 6zł
Dostępność: Rossmann czy Natura
A Wy co sądzicie o tym szamponie?
Może polecacie coś innego z póki ziołowych specyfików?
Pozdrawiam cieplutko i spokojnego weekendu!
Aga!!!
Piątek tygodnia koniec i początek - upragniony dzień. Niebawem wczasy więc trochę odpocznie się :)
A dziś o szamponie do włosów przetłuszczających się i wypadających.
Green Pharmacy - szampon do włosów z nagietkiem lekarskim:
Opakowanie: Typowa buteleczka dla szamponów tej firmy ciemnobrązowy w miarę przeźroczysty plastik. Zamkniecie na 'zatrzask' choć czasami chodzi ono topornie to większych problemów nie ma i paznokcie póki co nie ucierpiały. Przez otwór wydobywa się idealna ilość szamponu. Zauważyłam że szata graficzna jest dość minimalistyczna w tych produktach mi jednak się podoba. Pojemność 300 ml.
Konsystencja: Mam nadzieję że zobaczycie ale szampon jest typowo przeźroczysty i ma typowo żelową formułę. Ilość pokazana na zdjęciu wystarcza na jedno mycie włosów - ja taki zabieg muszę powtarzać dwukrotnie chyba że myję włosy codziennie. Zapach no ogólnie szampony pachną bardzo ziołowo mi to jakoś nie przeszkadza ale niektórym może się nie spodobać.
Co nieco od producenta oraz skład.
Moja opinia: Ogólnie z tej firmy bardzo lubię szamponu i mam nawet otwarty jeszcze z rumiankiem ale akurat u teściowej pozostał. Typowo ziołowe zapachy dla mnie OK. Oczyszczanie bardzo dobre. Ale zauważyłam że jak mam brudniejsze włosy to przy pierwszym myciu szampon w ogóle się nie pieni a robi to dopiero przy drugim podejściu. Nie trzeba go dużo nakładać aby oczyścić włosy choć pewnie większości z Was będzie przeszkadzało to iż je plącze bardzo. Najczęściej przy tym szamponie używam odżywki bez spłukiwania z AVON pokrzywa i łopian oraz olejku do zabezpieczania końcówek i wcierania pozostałości w resztę włosa. Dla mnie plus bo włosy nie są obciążone, nie puszą się mocno a myć wystarczy mi je co dwa dni a na upartego nawet co trzy. Lubię tego typu szampony i chyba już nie wrócę do typowo drogeryjnych o konsystencji i barwie 'perłowej'. Aktualnie czekam na szampony z Barwy bodajże chmielowy i ze skrzypem - nie miałam ich ale są w miarę chwalone a u mnie w Auchan zostały wycofane. Zdecydowanie przy szamponach ziołowych + mojej kuracji dermatologicznej wypadanie włosów zmniejszyło się do minimum. Choć aktualnie jak skończę ostatni Loxon 5% zaczynam kurację suplementową bo Pani Dermatolog zaleciła odpoczynek dla skóry głowy - choć niestety raczej pisane mi będzie stosowanie ciągłe takich dermatologicznych preparatów.
Moja ocena: 4/5
Cena: ok 6zł
Dostępność: Rossmann czy Natura
A Wy co sądzicie o tym szamponie?
Może polecacie coś innego z póki ziołowych specyfików?
Pozdrawiam cieplutko i spokojnego weekendu!
Aga!!!
czwartek, 19 czerwca 2014
BeBeaty sól do kąpieli bursztyn.
Witajcie!
Wiecie już ze uwielbiam wszelkie kąpiele a przy nich nie może zabraknąć umilaczy czyli soli bądź płynów.
Dziś będzie właśnie o kolejnej soli zakupionej w Biedronce (już ostatnia) która w moim mniemaniu sprawiła sie bardzo dobrze.
BeBeauty - sól do kąpieli bursztyn:
Opakowanie: Typowe dla soli czyli przeźroczysta butelka o pojemności 600 gram gdzie widać dokładnie ile produktu nam jeszcze pozostało. Nakrętka jest idealna do dozowania ilości soli którą wsypiemy do wanny. Posiada bardzo ładną szatę graficzną.
Konsystencja: Sól z tym że o kolorze pomarańczowym. Po wymieszaniu z wodą i rozpuszczeniu się kolor ma niejednoznaczny - uśmiałam się jak mój chopina stwierdził że 'nasikałam' do wody :P Zapach dla mnie świetny taki jakby ciut męski ale odprężający :)
Co nieco od producenta i skład.
Moja opinia: Sól bardzo mi odpowiada właśnie dzięki zapachowi i temu że rozpuszcza się do końca. Choć dopiero ostatnio zwróciłam uwagę iż zabarwiona jat tylko powierzchniowo bo kryształki robią sie przeźroczyste po kilku sekundach w wodzie. Dobra nie wysuszająca skóry. Myślę że co jakiś czas będę do niej wracała - choć nie wszystkie zapachy mnie zachwyciły. W tej grupie cenowej póki co nie znalazłam dla niej konkurencji.
Moja ocena: 4/5
Dostępność: Biedronka
Cena: ostatnio potaniała i kosztuje 3,55 zł
A Wy jaką najbardziej lubicie sól do kąpieli ?
Pozdrawiam!
Aga!!!
Wiecie już ze uwielbiam wszelkie kąpiele a przy nich nie może zabraknąć umilaczy czyli soli bądź płynów.
Dziś będzie właśnie o kolejnej soli zakupionej w Biedronce (już ostatnia) która w moim mniemaniu sprawiła sie bardzo dobrze.
BeBeauty - sól do kąpieli bursztyn:
Opakowanie: Typowe dla soli czyli przeźroczysta butelka o pojemności 600 gram gdzie widać dokładnie ile produktu nam jeszcze pozostało. Nakrętka jest idealna do dozowania ilości soli którą wsypiemy do wanny. Posiada bardzo ładną szatę graficzną.
Konsystencja: Sól z tym że o kolorze pomarańczowym. Po wymieszaniu z wodą i rozpuszczeniu się kolor ma niejednoznaczny - uśmiałam się jak mój chopina stwierdził że 'nasikałam' do wody :P Zapach dla mnie świetny taki jakby ciut męski ale odprężający :)
Co nieco od producenta i skład.
Moja opinia: Sól bardzo mi odpowiada właśnie dzięki zapachowi i temu że rozpuszcza się do końca. Choć dopiero ostatnio zwróciłam uwagę iż zabarwiona jat tylko powierzchniowo bo kryształki robią sie przeźroczyste po kilku sekundach w wodzie. Dobra nie wysuszająca skóry. Myślę że co jakiś czas będę do niej wracała - choć nie wszystkie zapachy mnie zachwyciły. W tej grupie cenowej póki co nie znalazłam dla niej konkurencji.
Moja ocena: 4/5
Dostępność: Biedronka
Cena: ostatnio potaniała i kosztuje 3,55 zł
A Wy jaką najbardziej lubicie sól do kąpieli ?
Pozdrawiam!
Aga!!!
poniedziałek, 16 czerwca 2014
IWOSTIN - emulsja matująca.
Witajcie!
Nie wiem czy to tylko ja mam ostatnio takie parszywe samopoczucie - no jak do tej pory nie pamiętam żeby stawy mnie tak bardzo bolały - ale maście i leki przeciwbólowe jakoś na razie dają radę choć czuję się bardzo przemęczona :/
Ale wracając do tematu - dziś chciałabym co nieco wspomnieć o:
IWOSTIN - emulsja matująca
Jak u mnie się sprawdziła i czy się sprawdziła przeczytacie poniżej :)
Opakowanie: Biała tubka niestety zakręcana (dla mnie to mały minus) i żeby zobaczyć ile jeszcze pozostało kosmetyku należy ją podsunąć pod lampę. Pojemność spora bo aż 75 ml. Ja musiałam się spieszyć z zużywaniem jej ponieważ termin ważności mija w czerwcu a chyba mi się to nie uda :)
Konsystencja: Jak widać biały krem, nie bieli, dobrze się wchłania i pokazana ilość wystarcza na posmarowanie całej twarzy a nawet szyi. Oprócz tekturowego opakowania posiadało również sreberko zabezpieczające, które leży obok tubki :) Zapach no właśnie taki bezwonny dla mnie na plus.
Skład i co nieco od producenta:
Moja opinia: Ogólnie krem na tle innych matujących wypada bardzo dobrze - jednak nie mogę się zgodzić co do nawilżania skóry bo tego nie zauważyłam a wręcz na odwrót wydaje mi się iż skóra na policzkach bardzo mi się wysuszyła i nawet zrobiła się drażliwa i piekąca. W upały sprawuje się świetnie bo faktycznie matowi i nie błyszczę się za dwie godziny jak 'psu jajca'. Wchłania się bardzo dobrze ale przed wyjściem na upał trzeba jednak odczekać ok 30 minut bo niestety krem potrafi spłynąć jeśli zrobimy to od razu. Pod makijaż nie używałam bo niestety w okresie wiosna - lato nie nakładam podkładu a ewentualnie puder w kamieniu matujący. Jak dla mnie emulsja bardzo wydajna bo stosuję ją ok dwóch miesięcy i jeszcze 1/3 opakowania pozostała. Kupiłam z czystej ciekawości i zastanawiam się nad kremem na zimę ale to późniejsze plany. Ogólnie jestem zadowolona ponieważ do tej pory żaden krem nie matowił mi tak fajnie twarzy aczkolwiek na noc wskazany jest krem nawilżający :) Jednak nie zapycha i nie zaobserwowałam żadnych wyprysków.
Cena: zapłaciłam ok 20zł
Dostępność: apteki - ja swój zakupiłam w aptece Gemini
Moja ocena: 4/5 (ponieważ parę małych minusów posiada).
A Wy miałyście tą emulsje ?
Jak tam samopoczucia po weekendzie?
Pozdrawiam!
Aga!!!
Nie wiem czy to tylko ja mam ostatnio takie parszywe samopoczucie - no jak do tej pory nie pamiętam żeby stawy mnie tak bardzo bolały - ale maście i leki przeciwbólowe jakoś na razie dają radę choć czuję się bardzo przemęczona :/
Ale wracając do tematu - dziś chciałabym co nieco wspomnieć o:
IWOSTIN - emulsja matująca
Jak u mnie się sprawdziła i czy się sprawdziła przeczytacie poniżej :)
Opakowanie: Biała tubka niestety zakręcana (dla mnie to mały minus) i żeby zobaczyć ile jeszcze pozostało kosmetyku należy ją podsunąć pod lampę. Pojemność spora bo aż 75 ml. Ja musiałam się spieszyć z zużywaniem jej ponieważ termin ważności mija w czerwcu a chyba mi się to nie uda :)
Konsystencja: Jak widać biały krem, nie bieli, dobrze się wchłania i pokazana ilość wystarcza na posmarowanie całej twarzy a nawet szyi. Oprócz tekturowego opakowania posiadało również sreberko zabezpieczające, które leży obok tubki :) Zapach no właśnie taki bezwonny dla mnie na plus.
Skład i co nieco od producenta:
Moja opinia: Ogólnie krem na tle innych matujących wypada bardzo dobrze - jednak nie mogę się zgodzić co do nawilżania skóry bo tego nie zauważyłam a wręcz na odwrót wydaje mi się iż skóra na policzkach bardzo mi się wysuszyła i nawet zrobiła się drażliwa i piekąca. W upały sprawuje się świetnie bo faktycznie matowi i nie błyszczę się za dwie godziny jak 'psu jajca'. Wchłania się bardzo dobrze ale przed wyjściem na upał trzeba jednak odczekać ok 30 minut bo niestety krem potrafi spłynąć jeśli zrobimy to od razu. Pod makijaż nie używałam bo niestety w okresie wiosna - lato nie nakładam podkładu a ewentualnie puder w kamieniu matujący. Jak dla mnie emulsja bardzo wydajna bo stosuję ją ok dwóch miesięcy i jeszcze 1/3 opakowania pozostała. Kupiłam z czystej ciekawości i zastanawiam się nad kremem na zimę ale to późniejsze plany. Ogólnie jestem zadowolona ponieważ do tej pory żaden krem nie matowił mi tak fajnie twarzy aczkolwiek na noc wskazany jest krem nawilżający :) Jednak nie zapycha i nie zaobserwowałam żadnych wyprysków.
Cena: zapłaciłam ok 20zł
Dostępność: apteki - ja swój zakupiłam w aptece Gemini
Moja ocena: 4/5 (ponieważ parę małych minusów posiada).
A Wy miałyście tą emulsje ?
Jak tam samopoczucia po weekendzie?
Pozdrawiam!
Aga!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























